"Nie wiem, co się na świecie zrobiło! Zaczynają teraz umierać tacy ludzie, którzy dawniej nigdy nie umierali" Powiedział onegdaj Julian Tuwim. Powody do przywołania tej myśli są trzy: Kora, Aretha Franklin i Tomasz Stańko. Czemu tak bardzo dotknęła nas ich śmierć? Nie chodzi tu tylko o ich evergreeny. Skończyła się pewna epoka, bo odeszły nieziemskie, charyzmatyczne osobowości muzyczne. Dzieliło ich wszystko. Kolor skóry i realia, w których żyli. Ale byli artystami, których coraz mniej w miałkiej ofercie współczesnej popkultury.

Pewnie dla odreagowania tej straty we wrześniowym Prestiżu sporo artystycznych osobowości i ciekawych wywiadów z mądrymi ludźmi. Na początek królowa fado, skarb narodowy Portugalii – Mariza. Jej fenomen porównuje się do najsłynniejszych diw operowych i gwiazd popu. „Tudo isto e fado” – wszystko jest fado, bo wszystko jest przeznaczeniem – mówią Portugalczycy. Dlatego w ich tradycji śpiewanie pieśni o miłości i śmierci wymagało powagi, a na koncertach nie biło się braw. Obecnie wiele się zmieniło. Proste melodie z najbiedniejszych dzielnic Lizbony przekształciły się w hity, a Mariza występuje w olśniewających strojach Haute Couture. I pomyśleć, że pierwszą gwiazdą fado była prostytutka! 27 września artystka po raz trzeci zaczaruje swoją muzyką Szczecin.

Na początku sezonu teatralnego czeka nas mocne uderzenie. Chodzi o premierę Opery na Zamku – "Guru". To dzieło wybitnego francuskiego kompozytora Laurenta Petitgirarda, w roli głównej wystąpi Hubert Classens (na okładce), wybitny holenderski bass-baryton. Przedstawią oni niezwykłą historię z końca lat 70. z Gujany Francuskiej, gdzie doszło do zbiorowego samobójstwa kilkuset osób. – Ta opera przypomina o tym, czym tak naprawdę jest dobro i zło, przy czym dobro jest niezauważalne, przemyka gdzieś obok. Za to zło skrzy się fajerwerkami, jest bardzo widoczne i atrakcyjne – opowiada Jacek Jekiel, dyrektor Opery na Zamku. 

Na koniec zachęcam do przeczytania wywiadu z Agatą Zbylut, artystką, wykładowcą uniwersyteckim i feministką. Jej najnowszy projekt dotyczy ciągle gorącego tematu, jakim jest poprawianie urody. Artystka dokonuje artystycznej autopsji pokazując swoje zdjęcia tuż po zabiegu medycyny estetycznej z której zresztą regularnie korzysta. W projekcie nie chodzi o ocenianie, czy poprawianie urody jest dobre czy też złe. Chodzi raczej o kulturowe i społeczne stereotypy dotyczące kobiet i nieuchronność przemijania. Konkluzja? – Wyrzućmy do kosza bajki, w których bohaterki dostają nagrodę za to, że są ładne, skromne i miłe na rzecz bohaterek, które są mądre i sprytne. Zmieniajmy system, w którym żyjemy tak, aby premiował wiedzę i umiejętności, a nie urodę – uważa Agata Zbylut. Ja, osobiście z medycyny estetycznej korzystam, a pod powyższą konkluzją podpisuję się obiema rękami. 

 

Izabela Marecka 

 

Prestiż  
Wrzesień 2018